poniedziałek, 15 marca 2010

anjimals tejst lajk hjuman

Masz lodówkę? uhm, cieszę się, zatem czytaj dalej
nie masz? dzjizus kup se ją czym prędzej!
dobra, ale nie o tym, choć poniekąd.

Anjimals, anjimals.. każdy z nas ma anjimalsa w domu (przypuszczalnie wg sondażu GUS na temat dóbr nieruchomych zdechłych w przedpokoju po tej rybie coś sobie zrobił/a z wieczora na obiadokolację - statystycznie 1 przyp.na rodzinę) albo chociaż u babci czy tam wujka zbyszka jakiegoś (apropos sprawdź trendy muzyczne na lato 2010 "gdzie jest zbyszek?"- zakładam, że i tak go nie znajdziesz, bo Zbyszku dobrze się chowa). Zatem wracając do anjimalsów, zadaj sobie drogi zaczytaczu pytanie, czy mógłbyś zeżreć swojego kochanego zwierzo-kotka, pieska? Nie? Och, cóż za kłamstwo! Skosztuj!

Dochodząc do tego momentu możesz zapewne stwierdzać, że trafiło Ci się przypadkiem na pożeraczkę kotów/ psów. Wszystko sugeruje, że jestem Alfem (pamiętasz go chociaż?). W każdym razie mylisz się - byłoby znośnie, ale nie nienawidzę sierści między zębami. Kwestia zwierząt w mym szlachetnym i zoofilnym względzie zamyka się bowiem w przestrzeni pomiędzy mym pokojem i drzwiami wyjściowymi oraz słowami "no idź sam na spacer Stefan, poradzisz sobie" oraz "no nie wiem mamo, gdzieś pewnie biega, jak będzie chciał to przyjdzie". Jednak nie o tym chciałam mówić. Siedząc podejrzanie nad notatkami, próbując coś spamiętać do cholery, bo tak wypada przecież, a które ni w ząb zachodzą moje myśli, przypomniała mi się scena sklepowo-zakupowa. Szynka żylasta, niby parzona, a obok żylastej szynki... NOGI! Kurza twarz!Nie! Kurze nogi! Z pazurami! AAAA!!! Nogi, te nogi, które najpierw biegają chyżo i ochoczo po łące, a potem nagle topisz je w galarecie i chrupiesz razem z wszelkimi odnóżkami! [Swoją drogą myślę sobie, że dobrze, że takie kury i kurczaki w zęby uposażone nie są (Bóg to jednak wie co tworzy), bo przecież ma empatia czy też inne pseudo odczuwanie wiązałoby się z obrazami z ich życia, a nawet z wspomnieniami tych ni to lotów ni to chodów, a kto wie może nawet pokusiły by mnie one o współprzeżywanie sentymentalnych scen pasania się na wzgórzu w czasie lata prezentując szeroki uśmiech z uzębieniem na dziobie! Och! Cóż za scena, płaczę rzewnie...]

O co pytasz? Nie, nie jestem żadną wegetarianką - nóg i wieprzu nie zjem, ale lubię się nawpierdzielać do syta białego mięsa. Pamiętam przy tym o dzieciach z afryki, bo sama tak miewam, jak jedzenia ni hu hu nie widać na tych przeźroczach lodówkowych. Amika! U BITCH! I will always check you! Give me something to eat! Niestety lodówki nie mówią, a tym samym nawet mi nie powiedzą/ uświadomią człowiekowi zatroskanemu, że nie w tym problem, bo jak to mówią "kto do cholery nie ma w głowie, ten ma w nogach". I tak oto ja powinnam mieć w nogach, gdyby nie to, że za niskie ciśnienie mam i moc mi odbiera, to nawet ani ani bym pomyślała o tym. To tak jak z kawą bez cukru, tzn. jest kawa sypna (obojętnie ile sypłaś/eś zawsze będzie dobrze), sięgasz po cukier półkę niżej,ale za daleko Ci po łyżeczkę, a ręka się nie wyciąga, nawet jak bardzo ją poprosisz lub zaproponujesz układ, więc rezygnujesz, bo lepiej za gorzko niż za słodko pół kilo w dodatku. Jak to się ma do lodówki? Nijak! Ha! Taki figlik-żarcik. Weź to skondensuj!

ave ave

Brak komentarzy:

Archiwum bloga