poniedziałek, 22 lutego 2010

rzecz o ograniczoności*

Granica, jak to rzekł pewien poprawkowicz z mej ławy poprawkowiczów, obsadzana jest przez straż graniczną, która to dzięki przypomnieniu wykładającego funkcjonuje zapewne łącznie ze strażą województwa, powiatu, miasta oraz wsiów (tak wsiów, bo my wszyscy jesteśmy jak z tych wsiów - proste rozrywki, proste obyczaje, nieskomplikowane wsiowe sytuacje mikroegzystencjalne). Szkoda, że ów poprawkowicz rzucił się na nieznaną mu wodę i nie pojął intencji oświeconego. Trudno. Choć może i nie doceniam jego zamiarów tj. poprawkowicza, bo przecież podjął się ryzyka, by cokolwiek zyskać(czasem naprawdę warto!). W każdym razie w chwili obecnej to odległa galaktycznie przeszłość (uff?...). Dobra, nie ważne, albo nie, właśnie ważne, hmm ale kiedyś w skali wielkości było najważniejsze! (si si tak brzmi najlepiej). Teraz bowiem stwierdzam, że najważniejsze na świecie jest oczekiwanie na załadowanie się odcinka w ilości one californication, bo przecież na gossip girl czasu mi szkoda. Trzeba zaczerpnąć trochę nieświeżego powietrza zepsucia, gdzie jeździ się w założeniu scenariusza na dupie? (niech mnie ktoś poprawi jeśli zbluźniłam!).

Eh, co to by było za życie bez zepsucia. No przecież świeże żarcie kiedyś i tak się psuje pod wpływem różnych czynników, albo też jego zepsucie uzależnione jest od opinii innych. Przykład? Proszę, proszę już podaję! Stoi sobie, a no nad takim powiedzmy jogurtem activia, 3 rodzaje babków. Każda najmądrzejsza i każda najpiękniejsza (jednej nawet dopiero co szwy z tyłu głowy schodzą się po ściąganiu skóry z czoła, bo przecież opadała na nos, co nie?). No i te oto babki dywagują. Jedna wygłasza sąd na temat tego, że coś podejrzanie to ten jogurt wygląda i że na pewno pływa w nim co innego niż piszą na kartce i że w ogóle najpewniej trzeba cały czas trzymać go w lodówce, bo inaczej zepsuje się od razu i kwas będzie pływał na wierzchu (nie daj Boże! a co wtedy sąsiadki powiedzą jak żreć im się kulturalnie zachce jak tik-taki się skończą?) Baby robią oczy. Zabiera się do dyskusji druga, która to mówi o tym, że pewnie gdyby otworzyła to oto piękne opakowanie i zostawiła tak na dwa dni, to zapewne jedyne do czego będzie mogła wracać to zgrabna kupka wijących się najzgrabniej białych robaczków. Przecież wystarczy stworzyć im warunki, a nie dość, że pożrą wszystko w zasięgu ich obślizgłych, obłych ciałek, to zaczną się kopulować a potem to na pewno opanują świat i zapanuje anarchia. Pomiędzy kobitami zapada konsternacja. Na nic to, strach w oczach nagle zagłusza głos trzeciej kobiety, która to jest zasłużoną i udowodnioną zwolenniczką w tajnych swojskich kręgach tzw. "zasady trzech sekund" (dla niewtajemniczonych zasada ta odnosi się do ważności i przydatności do spożycia jedzenia zaraz po upadku). Tak więc kobieta ta, wygłasza sąd w najbardziej poważnym tonie mówiąc, że co byś nie zeżarł to i tak istnieje prawdopodobieństwo, że obudzisz się rankiem kopytami do góry i że jak nie spróbujesz to się nie dowiesz, a czasem nawet gorszego świństwa dostarczy ci kto inny i w innej postaci tak, że się zwiniesz szybciej niż taśma 3 metrowa robotnika, z którym miałaś ostatnio romans podczas remontu, gdy mąż wyjechał rzekomo na szkolenie do Warszawki. Tak oto kończy się ta piękna historia, której końca nie ujawnię. Niech reszta domyśli się sama(o jeah załadowało mi się już 21 min filmu!)

Na koniec dodam, co bym skończyła ten temat skoro ciągnę to tak za jęzor mej wysublimowanej jakości paplania, żyjemy w dobie konsumpcjonizmu i to nie opinia powinna kierować naszymi preferencjami rzeczy do spożycia, ale własne zdanie, które powstało na własnym doświadczeniu z ewentualnym uwzględnieniem sugestii innych. Dlaczego tak sądzę? Bo każdy ma swoja dupę i tą oto dupą wysra to całe gówno, które dają mu łykać inni. Także drogie koleżanki i koledzy uważajcie na gówna i różne inne smakołyki, które serwują Wam inni. Przecież oni swojej dupy Wam nie użyczą, srać będziecie sami, a i pamiętajcie, że hemoroidy dopadają każdego i nie wiesz kiedy Cię bardziej zaboli. W tym momencie pragnę pogratulować i wyrazić swoją zazdrość dla wszystkich tych, którzy srają w towarzystwie! Ty który przeglądasz się w lustrze a może nawet sięgasz po gazetę w celu uzupełnienia wiedzy lub grzebień, co by sobie fantazyjne fryzury naukładać na tej pięknej i mądrej głowie podczas tej niezwykle wyszukanej czynności ludzkiej i Ty któremu przerywa ktoś niezmiernie skutecznie mimo nawoływań "daj mi srać w spokoju kobieto!" lub "możemy o tym porozmawiać później jak skończę?!" z całego serca zazdroszczę i gratuluję!

ave

1 komentarz:

tomeczek pisze...

jakobym cie znał, znał tę formę nieczytelną i niezrozumiałą ; )

Archiwum bloga