poniedziałek, 22 marca 2010

nie ma wody na pustyni

Och jakie życie jest mdłe, przetłuszczone egoizmem, zakropione wysokoprocentowym zakłamaniem i ekshibicjonizmem niestety nie wysoce paraintelektualnym.. Naprawdę się w tym wszystkim gubię, a przecież przyjdzie mi się jeszcze przeżreć chociażby konserwą na wyjeździe.

W chwilach skupienia myślę o Bogu. Bóg to temat, który ostatnio wyjątkowo specjalnie mnie nurtuje z powodu sufitu. Dzieje się tak jednak nie ze względu na podobizny boże ukazujące się na nim pod postacią zacieków, a dlatego że jest on względnie gładki, biały oraz słabo zakurzony, gdyż kurz podobno grawitacji się poddaje. Sądzę, że taki sufit sporo wie. Nie dość, że słyszy buszujących na górze, to świetnie radzi sobie wisząc nade mną, a to zaiście trudne jest. Zwłaszcza zważając na moją słabą koncentrację ruchową oraz okresowe chandry. Chandry są chujowe. Naprawdę.

Sądzę, że gdybym mogła cofnąć czas, to bym dłużej spała, albo w najgorszym wypadku cofnęła się do czasów podstawówki (naprawdę?). Może bym coś zmieniała, albo i nic bym nie zmieniała, a może dziś jednak stały by dwie "zabójczo" sławne wieże Wlot Trach w Centum. Ech.. dupa, chyba za leniwa jestem na bohaterstwo znad oceanu, zresztą nikogo tam nie znam, zgubiłabym się albo przeoczyłabym sprawę zajadając się lodami (czekoladowymi oczywiście). Nie nie, to ja już wolę ganiać mrówki pod drzewami tak naprawdę i patrzeć jak im nóżki kręcą się jak kołowrotki. Wczoraj na przykład także, również i niespodziewanie wpadłam na refleksję. Postanowiłam więc podzielić się nią rychło, bądź czym prędzej z przechodzącą matulą, podczas gdy ja sama zalewałam sobie sok imitacyjno malinowy, który jest podobno magiczny, bo leczy przeziębienie, a tak naprawdę to dostałam go od matki koleżanki ("buy one get one"). Oczywiście nigdy się tak nie kłaniałam w podzięce jak wtedy, gdy go otrzymałam. Zatem mówię do niej w głębokim tonie (do mej matki przecież! żeby nikt czasem postaci nie pomylił - matka ma right!?)o tym jak to woda i czas zbieżne są tak wielce, że przepływają w podobieństwie swym przez palce, nieuchronnie i bezpowrotnie, mijając jej meandry, zataczając kręgi, pozostawiając ślady mimowolne. Wymowa ma brzmiałaby iście poetycko, gdyby tylko rodzicielka ma nie użyła jednego ze swych palców w celu wskazania mi upływu czasu na mej twarzy w jakże drażliwym miejscu, dodając przy tym, że właśnie zauważyła, że coś mnie czas nie oszczędza. Dochodzę do wniosku, że człowieka nikt nie przyuważy, nie doceni, chyba że z własnej śmierci uczyni przedstawienie, cyrk ze słoniami czy tam jakie performance.

Co warto wiedzieć ponadto? Ponadto zatem sądzę, że dieta jabłkowa dobra jest, tylko kawą nie można jej zbytnio zapijać.

ave ave

Brak komentarzy:

Archiwum bloga